Żeby ino chcieli chcieć!

Drukuj

Dyskusja nad podwyższeniem wieku emerytalnego, nareszcie merytoryczna rozmowa Polaków na poważny decydujący o naszej przyszłości temat przyjmuje dziwny obrót. W określonym przez premiera, kluczowym dla rządu, bo rozstrzygającym o roli Polski w świecie już w bliskiej przyszłości projekcie, praca postrzegana jest jako zło konieczne. Zło, przed którym ludzie chcieliby –  jak najwcześniej – uciekać w błogi stan emerytalny. Stan, w którym nareszcie będą mogli robić to, na co mają ochotę, mając egzystencję zapewnioną w postaci co miesiąc wypłacanej emerytury. To – co by chcieli robić – to  już sprawa indywidualna. Jedni by chcieli poznawać dalekie kraje – w naturze albo przynajmniej na ekranie telewizora, drudzy – oddawać się błogiemu lenistwu, inni poświęcać czas na swoje hobby – uprawianie ogródka, gotowanie, zabawianie wnuków (lub siebie, stosownie do upodobania, a te bywają różne…). Będą tacy, którzy oddadzą się pracy, już nie z przymusu ale z własnej woli, bo tę pracę kochali albo, bo lubią mieć dużo pieniędzy. Byle tylko  pracować nie MUSIELI! Tę postawę Polaków możemy przypisać ich umiłowaniu wolności – wolności od przymusu – cesze uznawanej powszechnie za naszą wielką narodową zaletę, dopóki nie dojdziemy do granicy… wolności od obowiązku. Czy obowiązek to przymus? Zależy, kto go wymusza: jeśli nakaz pochodzi z zewnątrz – wbrew naszej woli  – to przymus; jeśli źródłem nakazu jest nasza własna świadomość, przymus zmienia się w obowiązek, który przestaje być naruszeniem wolności. Rzecz więc w tym, abyśmy nie MUSIELI,  ale CHCIELI dłużej pracować, żeby źródłem nakazu nie był nakaz parlamentu czy premiera lecz nasza własna świadomość.

http://www.flickr.com/photos/kheelcenter/5279905182/sizes/m/in/photostream/
by Kheel Center, Cornell University

Dlaczego,  jak na to wskazują badania opinii publicznej, Polacy nie chcą dłużej pracować? Złożyły się na to czynniki historyczne. Okres rozbiorów i dwie wojny światowe to walka o przetrwanie, w której „chcenie” ustępuje konieczności zależnej od okoliczności zewnętrznych i mało tam  marginesu dla wolności wyboru: w kilku pokoleniach Polaków utrwalały mentalność wyrobników a nie właścicieli swojego kraju. Okres drugiej RP trwał zbyt krótko, aby w zróżnicowanym narodowościowo i obyczajowo, targanym konfliktami klasowymi społeczeństwie utrwalić powszechnie pozytywne podejście do pracy dla  „mojego” kraju. W latach  komunizmu teoretycznie wzniosłe nawoływania do patriotycznej odbudowy kraju pozostawały w sprzeczności z pełną bezsilności i hipokryzji rzeczywistością. Hasło: „Czy się stoi czy się leży dwa tysiące się należy” czyniło spustoszenie w świadomości kolejnych pokoleń a widok dobrobytu materialnego wolnych krajów i „przedwojenna Polska”, z perspektywy uzależnienia od ZSRR widziana wyłącznie w jasnych barwach, rodziły bunt, cynizm i tęsknotę za dobrobytem, ale nie budowały jego fundamentów – dobrej roboty. Szansę uzyskaliśmy dopiero w roku 1989, o 45 lat za późno. Udało się ją częściowo wykorzystać, ale obrana metoda walki o władzę, polegająca na obrzydzaniu wyborcom przeciwników, podważyła zaufanie społeczeństwa do klasy politycznej, a tym samym autorytet władzy. Trudno budować nowoczesny kraj jeśli o głównych decydentach jego mieszkańcy słyszą ciągle, że to albo nieudacznicy albo zdrajcy i że to, do czego nas prowadzą, to same błędy. Bądź tu patriotą!

W pogoni za rozwojem ekonomicznym istnieją trzy źródła dochodów:

  • Bogactwa naturalne.  Zależy od szczęścia czy mamy je w  posiadaniu i od umiejętności ich wykorzystania,
  • Pieniądze. „Pieniądz robi pieniądz”.  Do tej drogi wzbogacenia potrzebne są przede wszystkim cwaniactwo, chciwość i brak skrupułów.
  • Ludzka praca, produkcyjna lub usługowa. Aby przynosiła zyski, musi być dobrze zorganizowana, twórcza, sensowna. Wartość, jaką wytworzy, to iloczyn ludzkich zdolności, poświęcanego czasu i motywacji. Z tych trzech najważniejsza, ale niedoceniana jest MOTYWACJA. Od przedszkola po dorabianie do emerytury, przy identycznych zdolnościach i ilości poświęconego czasu, zupełnie inne będą efekty pracy kogoś, kto pracuje bo chce, a inne kogoś, kto pracuje bo musi.

W  tym stwierdzeniu kryje się rozwiązanie problemu wieku emerytalnego. Jak to zrobić, żeby chcieli? Premier mówi: „MUSIMY” podwyższyć wiek przejścia na emeryturę, bo jeżeli tego nie zrobimy , to a, b, c, d, e…….” A więc z góry zakłada, że podwyższenie wieku emerytalnego to wymuszona niżem demograficznym,  smutna konieczność przeciwna ludzkim pragnieniom. Dlaczego? Bo większość Polaków pracuje jedynie dlatego, bo musi, aby zrobić na życie. Bo większość  wykonywanych  prac nie daje zadowolenia, nie pasjonuje lecz denerwuje i męczy. Bo wzorce otoczenia mówią nam od dziecka, że praca to konieczność a zadowolenia dostarcza czas wolny spędzony na robieniu tego na co się ma ochotę. Etos, walor i znaczenie pracy, cenione dawniej – zwłaszcza w krajach o surowym klimacie – jako cnoty obywatelskie, zostały zastąpione ideałem jak najwyższego dochodu  kosztem  jak najmniejszego wysiłku.

Taka postawa prowadzi nieuchronnie do błędnego koła: główną motywacją skłaniającą do szybszej i jakościowo lepszej pracy jest wyższe wynagrodzenie, ale w chwili poczęcia trzeciej RP  Skarb Państwa był pusty. To zmuszało – (i nadal zmusza) – Polskę do  poszukiwania środków  na inwestycje, i na bieżące koszty utrzymania  w postaci zagranicznych pożyczek,  kredytów i darowizn. Nadal więc czerpiącym większość zysków właścicielem są dostarczyciele środków finansowych, a Polacy występują w charakterze siły najemnej. Pracownik, jak to pracownik, oczekuje możliwie wysokiego wynagrodzenia,  lecz nie ma motywacji do inwestowania swojego czasu, sił i talentu w nie swój biznes. Co gorsze, środków publicznych (a więc – de facto – części naszych dochodów, które w postaci podatków przeznaczamy na elementy współużytkowane) też  nie traktujemy  jako nasze, własne, ale jako oddawane „im” czyli władzom, (do których, choć wybieranych przez nas, nie mamy zaufania). Nadal nie ma więc motywacji „obywatelskiej” czy „patriotycznej” do poświęcania własnego wysiłku i zdolności na budowanie przyszłego dobrobytu  kraju – czegoś, co nie jest „moje własne” – bez godziwego bieżącego wynagrodzenia. Wyjątek stanowią tu  właściciele małych i średnich przedsiębiorstw, których przedsiębiorczością i pracowitością Polska stoi, zwłaszcza dzięki produkcji eksportowej. Ci mają poczucie, że pracują na własny rachunek.

W tej sytuacji należy krytycznie ocenić rolę współczesnej medycyny. To jej niewątpliwym osiągnięciem jest stopniowe przedłużanie średniej długości ludzkiego życia, głównego – obok małej dzietności – źródła problemu z wiekiem emerytalnym. Przez „życie” rozumiemy tu jego aspekt biologiczny, jednostkowy. Czy to istotnie chodzi nam o  przedłużanie egzystencji osobnika, który oddycha, serce mu bije, je,  metabolizuje, wydala, pobiera emeryturę, ale  nie różni się niczym w stanie snu i na jawie? Czyż powód, dla którego utrzymujemy biologiczne funkcje życiowe ludzi-roślin, nie wynika jedynie z nadziei, że w pewnym momencie funkcje psychiczne – zdolność komunikacji społecznej – mogą powrócić? Czy w przypadku, gdyby  niemożność ich  przywrócenia była  stuprocentowo pewna, uznalibyśmy, że przedłużanie „życia” osoby pozbawionej funkcji psychicznych to nasz obowiązek?

A jeśli zdolność odczuwania i komunikacji jest częściowo zachowana, ale stopień  niepełnosprawności danej osoby wyklucza wszelką możliwość jej twórczego działania nie tylko na rzecz otoczenia, ale nawet na własne potrzeby, to się jej emerytura należy?

Gdzie leży granica „sensu” życia? A jeśli niepełnosprawność wyklucza część funkcji zawodowych, ale pozostawia możliwość twórczego działania w niektórych dziedzinach, to czy powinno to mieć wpływ na wiek uzyskania uprawnień emerytalnych i wysokość emerytury? Czy oznacza to, że osoba taka do określonego wieku MUSI znaleźć pracę w dostępnej jej możliwościom dziedzinie i jaki to będzie wiek? Czy odpowiedź powinna zależeć od  rodzaju i stopnia upośledzenia?

Postawione pytania są aktualne na dziś.

Wobec narastania z wiekiem różnych upośledzeń ilość i złożoność takich problemów będzie oczywiście rosła z przedłużaniem okresu obowiązku pracy.

      Według  autorów proponowanych zmian problemy te  będą rozwiązywane przez regulacje

      okołoustawowe wprowadzone  stopniowo w miarę narastania potrzeb.

Pewne  ogólne rozwiązania w tym zakresie można z góry przewidzieć i już obecnie poddać pod publiczną dyskusję:

  • Co trzeba zrobić aby ludzie, nawet w podeszłym wieku, mogli pracować?
  • Co trzeba zrobić aby ludzie, nawet w podeszłym wieku, chcieli pracować?
  • Co zrobić, aby na rynku pracy pojawiły się oferty odpowiadające pragnieniom poszukujących?
  • Jakie zmiany organizacyjne w istniejącym systemie ofert pracy ułatwiłyby poszukującym znajdowanie ofert zgodnych z ich pragnieniami.
  • Jakie zmiany organizacyjne ułatwią zmianę miejsca zamieszkania na zgodną z dostępnością upragnionego zatrudnienia?

Co zrobić aby mogli?

Do tego po pierwsze  muszą być zdrowi i po drugie – mieć pracę.

Pierwszy postulat to zadanie dla zespołu nauk określających zdrowy tryb życia. Przedłużającej podstawowe funkcje życiowe medycynie muszą towarzyszyć osiągnięcia i wskazania nauki o żywieniu, ekologii, higieny, psychologii i nauk społecznych tak, aby przedłużaniu tych funkcji towarzyszyło przedłużanie sprawności psychicznej i fizycznej. Osiągnięcia te,  zalecane i wspomagane przez władze centralne i lokalne, powinny pomagać w  organizowaniu systemu zapewniającego optymalne warunki aktywnej egzystencji w ogóle a osób starszych w szczególności. W ramach usprawnień ustroju należy rozważyć wprowadzenie w systemie prawnym – obok karania postaw społecznie szkodliwych – ustawowego premiowania pro-zdrowotnych postaw życiowych. Przed medycyną i naukami pokrewnymi stają zadania przekształcenia życia przedłużonego biologicznie w życie pełne werwy i energii, sprawności, chęci do pracy i twórczego działania.

Drugi postulat –  zwalczanie bezrobocia, – to  czołowy argument przeciwników zmian emerytalnych. Jaki sens ma przedłużanie obowiązku pracy – pytają – kiedy tej pracy, zwłaszcza pracy dopasowanej do ograniczonych możliwości starszej osoby, nie ma? Zarzut o tyle nie trafiony, że zmiany emerytalne mają dotyczyć czasów, w których brak będzie rąk do pracy i temu ma zapobiec przedłużenie zatrudnienia połączone ze zwiększoną zdolnością do zmiany zawodu. Do tego niezbędna jest zmiana programów edukacyjnych z nauczania o faktach na nauczanie myślenia. Wymaga to podjęcia kroków już obecnie, z dużym wyprzedzeniem, ale przyniesie efekty dopiero po latach.

Co zrobić aby chcieli?

Nie ma powszechniejszego bodźca do pracy jak wysokie wynagrodzenie a w przypadku samo zatrudnienia – zysk. Co jednak zrobić, jeśli środków na sowite wynagrodzenie brak?

Na chęć (względnie niechęć) do pracy mają – poza wynagrodzeniem – wielki wpływ okoliczności towarzyszące: przyjazna atmosfera, życzliwość i koleżeńskość zespołu, sprawiedliwa ocena kierownictwa, tworzenie przyjemnych, estetycznych warunków w miejscu pracy, jasne określanie zadań, wystrzeganie się wymagań przekraczających możliwości pracownika. Ważny jest pozytywny stosunek zwierzchników do krytycznych uwag podwładnych. Nawet jeżeli są niesłuszne i nie będą uwzględnione, to przyjęcie ich do wiadomości bez urazów i negatywnych dla pracownika skutków oraz wyjaśnienie powodów odmiennego zdania tworzy pozytywną atmosferę i wzmacnia autorytet zwierzchnika.

Szczególnie silny wpływ na motywację ma poczucie sensu wykonywanej pracy. Sens nadaje pracy przekonanie o przydatności i wadze przyświecającego jej celu. Cel ten musi być wykonawcom znany i możliwie zgodny z ich poglądami, a te kształtują się od wczesnego dzieciństwa. Dlatego szczególnie ważne jest w okresie, w którym uznawany jest jeszcze autorytet dorosłych, zaszczepienie przekonania, że praca i jej wyniki  nadają życiu sens.

To wielkie zadanie dla edukacji: zmiana motywacji z nastawionej na branie na nastawioną na dawanie i z nastawionej na konkurencję na skierowaną na współpracę. Spełnienie tych postulatów to zadanie kulturotwórcze  – wychowanie społeczeństwa, począwszy od przedszkola, w szacunku dla pracy dla siebie i dla innych. Szczególne znaczenie będzie tu miało wprowadzenie odpowiednich programów na wszystkich szczeblach szkolnictwa,  skierowanie dużych  środków na szkolenie podyplomowe nauczycieli, zwłaszcza kadr nauczania przedszkolnego. W  kształtowaniu świadomości dzieci i młodzieży należy w znacznie większym stopniu, niż obecnie, podkreślać znaczenie terminowości i jakości a nie tylko ilości wykonanej pracy. Opisane zmiany w programach edukacji powinny stanowić element regulacji okołoustawowych wprowadzanych równolegle ze zmianami wieku emerytalnego.

Tworzenie warunków do pozytywnej motywacji nie rozwiąże problemu, jeśli nie uda się przedstawić bogatej palety ofert pracy, zadania tym trudniejszego im więcej wymagań postawimy miejscom pracy. Aby spełniać wymóg pozytywnej motywacji, musiałyby one być

zgodne z pragnieniami kandydatów,  zadowalająco wynagradzane, położone blisko miejsca zamieszkania a ponadto upragniona praca powinna być zgodna z uzdolnieniami i predyspozycjami kandydata.

W obecnej sytuacji spełnienie wymienionych warunków jest nierealne, ale ustawa o wieku emerytalnym będzie oddziaływała stopniowo wraz z malejącą ilością dostępnych rąk do pracy.

Jak uzgodnić oferty rynku z pragnieniami poszukujących?

Oferty na rynku  pracy ulegną zróżnicowaniu w wyniku globalizacji gospodarki i zwiększonej migracji. Mieszanie się ludzi różnych kultur i tradycji urozmaici zapotrzebowanie na pracę  a z drugiej strony zmiany programów edukacyjnych zwiększą zakres zainteresowań i możliwości adaptacji do aktualnych potrzeb rynku pracy. Brak rąk do pracy w różnych zawodach spowoduje rozkwit form kształcenia ciągłego i kursy przyuczenia zawodu dla dorosłych, wspierane zmianami ustaw i przepisów towarzyszących ustawie emerytalnej.

Zmiany organizacyjne na rynku pracy.

Rozwój internetu w warunkach niedoboru rąk do pracy zmieni charakter prezentacji ofert a biura pośrednictwa pracy i urzędy zatrudnienia zmienią swój charakter na placówki doradztwa zawodowego ułatwiające poszukującym znalezienie oferty odpowiadającej ich predyspozycjom psychicznym i fizycznym, wykształceniu i warunkom rodzinnym. Treść i forma ofert pracodawców może podlegać ustawowej regulacji, aby uniknąć nieporozumień i rozczarowań.

Problem dojazdu do pracy.

Zagadnienie należy rozpatrywać mając na uwadze , że dotyczy ono sytuacji mieszkaniowej, transportowej na rynku pracy, jaka zaistnieje za 20 – 30 lat. W tym czasie w wyniku spadku zaludnienia będzie narastała pula wolnych mieszkań a regulacje okołoustawowe powinny uwzględniać powiązanie oferty pracy z udostępnianiem mieszkań, zwiększając mobilność kandydatów (co ma  np.  miejsce w Stanach Zjednoczonych w przeciwieństwie do Polski, w której długoletni brak mieszkań wytworzył tradycję trwałości miejsca zamieszkania).

Oprócz łatwiejszej zmiany miejsca zamieszkania można oczekiwać rozwoju form zatrudnienia umożliwiających wykonywanie części lub całości pracy w domu za pośrednictwem mediów elektronicznych – form szczególnie ważnych w odniesieniu do osób niepełnosprawnych i w podeszłym wieku objętych proponowaną ustawą emerytalną. Opór wobec projektu podwyższenia wieku emerytalnego, wyrażany obecnie przez wiele środowisk, wynika z braku wyobraźni, jak bardzo warunki życia i obyczaje za lat trzydzieści będą się różniły od obecnych. Również regulacje okołoustawowe, których domagają się krytycy proponowanych zmian,  muszą być uchwalane stopniowo  z uwzględnieniem postępujących zmian obyczajowych, zdrowotnych i technicznych. Wywołana propozycją premiera dyskusja dotyczy żywotnych interesów przyszłych pokoleń Polaków i nie wolno jej zaśmiecać myleniem teraźniejszości z przyszłością, podyktowanym aktualnymi interesami politycznymi.

Prawdziwym celem reformy emerytalnej jest – w przewidywaniu przyszłych niedoborów kadrowych – wykorzystanie doświadczenia i czasu osób starszych żyjących dłużej dzięki postępom medycyny. Chodzi jednak nie o ich pracę lecz o jej efekty a o tych zadecyduje przede wszystkim pozytywna MOTYWACJA. Warunki wymagane do jej zapewnienia będą przedmiotem gorących dyskusji.

Czytaj również